Paweł ChalacisPaweł Chalacis

Jeżeli jesteś zupełnie nowy w świecie triathlonu albo internet jest Ci obcy, możesz nie wiedzieć kim jest John Newsom. W przeciwnym razie pewnie słuchasz (albo przynajmniej kojarzysz) podcast IMTalk, który John prowadzi razem z Bevanem Jame Eyles. John często organizuje także epickie obozy treningowe (serio, oficjalna nazwa to Epic Camp) i właśnie wziąłem udział w jednym na południowej wyspie.

Ironman za niecałe 5 tygodni więc obóz wydawał się świetną okazją do podciągnięcia formy i przetestowania się przed zawodami. Było genialnie!

Sobota

Rozpoczęliśmy 2km pływania w basenie. Cel - sprawdzić jak zwiększenie wysiłku wpływa na prędkość. Zrobiliśmy 2 razy 4 x 200 a w międzyczasie John nagrał nas iPadem (tak, iPadem… :p) do późniejszej analizy.

Ciekawa rzecz - o ile pierwsze 3 interwały były coraz szybsze, czwarty był wolniejszy pomimo moich usilnych prób zrobienia jak najlepszego czasu. Trzeba popracować nad formą.

Baton, kawa i na rower. Do Bealey droga prosta - 130 km w lewo i 1500m pod górę ;)


Pierwsze 50km jest dość płaskie, więc mogłem skupić się na kadencji, co przyniosło efekty, bo średnia wyszła 95. Później skończyły się przełożenia (kaseta 11/28 przy kompaktowej korbie boli). Koniec końców cała jazda była jednak dość przyjemna. Dzień zakończyłem krótkim biegiem.

Dane z Garmina: http://tpks.ws/8Mwp


Całkiem rzeźki widok z hotelu..

Niedziela

Kilka osób rozpoczęło biegiem jeszcze przed śniadaniem, ale ja zdecydowałem się ominąć tę sesję i pobiec prosto z roweru. 70km dalej na zachód do jeziora Brunner w całkiem gównianej pogodzie. Więszkość z nas zdecydowała się zjechać autobusem jakieś 6 km (16% gradient + deszcz + rower TT = zbyt duże ryzyko jak dla mnie). Innym razem ;)


Garmin zdecydował, że danych z tętna mi nie potrzeba i padł (tzn padła bateria w sensorze BPM, miesiąc po zakupie nowego zegarka). Tak czy siak cały rower czułem się dość lekko i bieg także nie był zbyt trudny.

Dane z Garmina: http://tpks.ws/TKdR


Z krótkiej drzemki obudziły mnie głosy “gdzie jest Paweł, bo idziemy pływać”, więc nieco zaspany wcisnąłem się w piankę i sru do jeziora.


Na koniec dnia krótka pogadanka o miernikach mocy i jak tego w ogóle używać.

Poniedziałek

Dzień biegania. Rozpoczęliśmy długim pływaniem w jeziorze (45 minut bez przerwy), następnie autobusem na start biegu. Super przygotowana ścieżka, absolutna cisza i kilka mniejszych jeziorek - tak to można biegać.


Wyszło 2 godziny, po których czułem się dość zmęczony. Jak zwykle zresztą po dłuższym biegu. John zasugerował (dość mocno ;)) by w celach regenracji wrócić do hotelu na rowerze (60 km). Że co? Jakim niby cudem więcej wysiłku ma sprawić, że poczuję się lepiej? Był jeden sposób by się przekonać.


Oczywiście zaczęło lać, więc skróciliśmy jazdę do 40 km. Łatwo i spokojnie, ze średnią 151 watów. I muszę przyznać, że moje nogi jeszcze nigdy nie były lżejsze po bieganiu.

Garmin z biegu i roweru

Wtorek

Dzień powrotu do Christchurch. Ze zmienną pogodą, od deszczu, przez słońce, po jeszcze więcej cholernego deszczu i wiatru przejechaliśmy 200 km. Celem było utrzymać docelową moc z ironmana na ostatniej prostej i wyszło mi 180 watów na niskim tętnie przez 50 km.


Nie było tak źle jak myślałem.

Dane z Garmina: http://tpks.ws/DIeV

Myślę, że najważniejsza lekcja to fakt, że organizm potrafi wytrzymać więcej niż się wydaje i że odpoczynek jest naprawdę ważny. Przez te cztery dni byliśmy karmieni na każdym kroku zajebistym, zdrowym jedzeniem i poza spaniem i treningami nie robiliśmy w zasadzie niczego innego. Już mi tego brakuje!

Tutaj podcast IMTalk wraz z krótkim podsumowaniem obozu.